piątek, 3 lipca 2015

Pruska apokalipsa - Die Grosse Pest 1708-1711

"Dramat wielkiej epidemii. Ludzie umierają wprost na bruku, trumny ze zmarłymi, liczne zamknięte wozy transportujące ciała, dla których zabrakło trumien. Większość pali fajki, z których wydobywają się kłęby dymu: wierzono, że aromatyczne dymy chronią przed zarażeniem. Wśród zajętego makabryczną krzątaniną tłumu przechadza się Śmierć z kosą, wybierając kolejne ofiary."
- Georg Andreas Helwig

Theodor Kittlesen "Fattigmannen"

Wielka zaraza z lat 1708-1711 była na Prus niczym dech apokalipsy, wcześniejsze plagi choć niosące ze sobą śmierć tysięcy mieszkańców nigdy nie sięgnęły skali zarazy, która przeszła przez kraj na początku XVIII. Żniwo zebrane przez zarazę odcisnęło głębokie piętno na mieszkańcach Prus, a jej skutki były bezpośrednim przyczynkiem do głębokich zmian w strukturze etnicznej i narodowościowej. Liczy się, iż w wyniku epidemii zmarła prawie 1/3 ogółu mieszkańców, co przekładając na statystki daje nam liczbę od 200.000 do 250.000 ludzi na kraj mający ogólną liczbę populacji zamykającą się na tamten czas w granicach od 600.000 do 700.000 mieszkańców. Setki wsi , osad i gospodarstw uległo wyludnieniu stając się widmami po których hulał wiatr, pola nieuprawiane przez nikogo legły odłogiem, miasta stały się twierdzami otoczonymi kordonami, przez które i tak przenikała do wewnątrz zaraza. Największą ofiarą plagi stała się Pruska Litwa, a na obszarze jednego z jej powiatów - gąbińskiego odnotowano największy odsetek ofiar. Wartym odnotowania jest, iż na 10.834 opuszczonych gospodarstw, gross znajdował się pośród powiatów Pruskiej Litwy, a w szczególności wystruckiego, tylżyckiego, ragneckiego i memelskiego na obszarze których opustoszało 8.411 gospodarstw (w samym tylko powiecie wystruckim było ich aż 4.620). Wielka zaraza była potężnym ciosem dla Prus Książęcych, a już w szczególności dla ich wschodnich rubieży wciąż podnoszących się po ruinie przyniesionej przez wojnę polsko-szwedzką i najazd tatarski:

„Największe nieszczęścia Prusom Wschodnim przyniosła druga wojna polsko-szwedzka w latach 1656-1660. Po układzie zawartym w Malborku (15 czerwca 1656 roku) Wielki Elektor Fryderyk Wilhelm I przyłączył się do Szwecji. Połączone siły szwedzkie i brandenburskie pokonały w trzydniowej bitwie pod Warszawą (28-30 czerwca 1656) polskie wojska(...). Polski król - Jan Kazimierz postanowił pomścić odstępstwo pruskiego wasala. 

Zastępca naczelnego wodza, litewski hetman Gosiewski, otrzymał od polskiego króla rozkaz najazdu wojennego na Prusy przy wykorzystaniu oddziałów polskich, litewskich i dużej masy Tatarów. Prawie 20 tys. Polaków i Tatarów stanęło wobec 10 tys. żołnierza szwedzkiego i prusko-brandenburskiego. 8 października 1656 roku sojusznicy zostali zaatakowani i dotkliwie pobici nad rzeką Ełk koło Prostek. Straty w zabitych i wziętych do niewoli sięgnęły blisko 7 tys. Czerwone łuny płonących wsi niosły wieść o przegranej bitwie i napełniały mieszkańców trwogą i przerażeniem. Podobni do krwiożerczych drapieżców przeciągnęli Tatarzy przez ubogie Mazury. Mord, pożary i spustoszenie znaczyły drogę ich pochodu. Kto nie mógł uciekać, został zabity lub popędzony w niewolę.” 
- Reinhold Weber „Mazury. Kraj – Ludzie - Historia" 

Obraz rozpaczy wywołany wojną i najazdem tatarskim w Prusach szczególnie podkreśla  drugi cytat:

"Spustoszony i wyludniony kraj nawiedziła kolejna zaraza. Z głodu i zarazy zmarło w tym czasie na Mazurach 85 tysięcy ludzi. Żeby przetrwać, ludzie żywili się korzeniami roślin, padliną lub żebrali. Zniknęły z powierzchni ziemi całe wsie. Podczas dwóch najazdów Tatarzy spalili w Prusach Książęcych 13 miast, 249 wsi, 37 kościołów, wzięli do niewoli 34 tysiące ludzi, a kilka tysięcy zabili." (http://www.olecko.info/index.php/historia-mainmenu-34/olecko-czasy-ludzie-zdarzenia/77-najazd-tatar)

Ogromne straty ludzkie i materialne wywołane zarazą wymusiły na ówczesnym władcy Prus - Fryderyku Wilhelmie I-m sprowadzenie setek kolonizatorów z całej Europy celem ratowania wyczerpanego kraju. Ów proces nosił nazwę Rétablissement (z franc. przywrócenie) i koniec końców doprowadził do podtrzymania wieloetnicznej struktury ludności. W wyniku kolejnych katastrof następujących jedna po drugiej doszło do ostatecznego rozwodnienia rdzennej grupy ludności - dawnych Prusów, pośród których ostatni mówiący językiem pruskim zginęli w pochodzie zarazy.

Preludium

Wielka zaraza znalazła w Prusach wyjątkowo żyzny grunt pod przyszłe żniwo. Na dwa lata przed wybuchem epidemii Prusy zostały nawiedzone przez wyjątkowo długie i srogie zimy następujące rok po roku (1706-1708), z najsroższą na przełomie 1708 i 1709 roku. Każda kolejna zima doprowadzała do wymarznięcia zasiewów i tym samym do klęski głodu. Sytuację pogarszała wszechobecna apatia, brud i brak jakichkolwiek realnych środków zaradczych.

Theodor Kittlesen "Musstad"
Wybuch epidemii dżumy 1707 roku w Krakowie i Warszawie wymusił na władzach pruskich uściślenie dosyć luźno kontrolowanej granicy z Polską. Podróżnicy z Polski byli poddawani kwarantannie, a ich bagaż był poddawany dezynfekcji. Obawa przed przywleczeniem zarazy z Polski do Prus zaowocowała w 1708 roku kompletnym wstrzymaniem ruchu granicznego z Polską, a nielegalne przekroczenie granicy było karane śmiercią, stolica Prus Książęcych - Królewiec została otoczona kordonem. Wszelkie tkaniny, bawełna, ubrania i łóżka pochodzące z Polski były z miejsca palone na granicy, listy pochodzące z terenów na których szalała zaraza były również natychmiast niszczone. Celem zabezpieczenia granicy ustawione wzdłuż jej zasieki, a przejścia zagrodzono hiszpańskimi kozłami, w niektórych wypadkach posunięto się do jeszcze bardziej radykalnych kroków czego przykładem są mosty na Szeszupie, które po prostu zburzono. W związku z zamknięciem granic władze pruskie wydały dyrektywę wedle której ludność Prus winna była przygotować zapasy na sześć miesięcy, co w dobie panującego głodu było absolutnie nierealne. Stałym elementem krajobrazu stały się ogniska płonące w celu oczyszczenia "morowego powietrza", w mniemaniu ówczesnych mór był przenoszony drogą powietrzną.

Zaraza wkracza do Prus

Mimo wszystkich wymienionych wcześniej środków zaradczych w sierpniu 1708 roku Anioł Śmierci wkroczył do Działdowa i w przeciągu kilku następnych dni dotarł do Olsztynka. Nie widząc innej drogi ratunku ludność miasta postanowiła szukać schronienia w okolicznych lasach. W ciągu dwóch miesięcy zmarło 400 mieszkańców miasta. By uzmysłowić ogrom ówczesnych strat podam, iż 70 lat później w 1789 roku owe miasto miało zaledwie ok. 2000 mieszkańców. Na bazie tych danych można więc śmiało założyć, iż w 1708 roku w wyniku zarazy mogła umrzeć co najmniej 1/4 populacji. Jeszcze gorzej wyglądała sytuacja w Jańsborku (Pisz), gdzie po ustąpieniu moru pozostało przy życiu zaledwie 15 mieszkańców. Jesienią plaga sięgnęła Warmii zaczynając swój pochód w Olsztynie zabijając prawie 2000 mieszkańców i wyludniając po kolei Biskupiec , Reszel, Lidzbark Warmiński (1000 mieszkańców - 1/3 populacji) i Braniewo. Jedynie kompletna izolacja i zamknięcie bram miasta uchroniło od podobnego losu Ornetę, Dobre Miasto, Zybork (Jeziorany), Bisztynek i Wartembork (Barczewo):

Ci którzy przeżyli zarazę jako wota dziękczynne budowali krzyże i kapliczki. Również kapituła warmińska i biskup Andrzej Chryzostom Załuski ślubowali, że dla oddalenia zarazy zbudują świątynie. Tak powstały warmińskie sanktuaria pasyjne w Lidzbarku Warmińskim i w Chwalęcinie. Epidemia dżumy wyludniła Olsztyn i okoliczne wioski. Kiedyś przy drodze z Olsztyna do Dywit, u ujścia rzeki Wadąg do Łyny, leżała wieś Sądyty (Sandyty). W tej wsi podczas zarazy 1710 roku wymarli wszyscy mieszkańcy. Opustoszałe domostwa popadły w ruinę. Na miejscu dawnej wsi, nigdy nie odbudowanej, dziś rośnie las.
Dla upamiętnienia tych smutnych wydarzeń w Olsztynie wzniesiono dwa pomniki:
  1. Figurę Zbawiciela Świata, Chrystusa trzymającego w ręku kulę ziemską, posiadającą na cokole łaciński napis: „Domine Qui salvas et nostri Salvator Miserere Ao 1737”. Figura ta stała na Placu Trzech Krzyży, przy drodze do Dobrego Miasta (na rogu dzisiejszej ul. 1 Maja i Linki). Obecnie figura stoi przy kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa.
  2. Figurę Chrystusa upadającego pod krzyżem. Figura ta, zwana przez olsztynian „Bożąmęką”, nosi polski napis „Idź za mną”. Niegdyś umieszczona była na „Targu Końskim”, tuż za murami Olsztyna. Obecnie stoi u wlotu ulicy Jagiellończyka. W miarę upływu lat ożywały spustoszone wojną i zarazą warmińskie wsie i miasta. Zaczęto znowu organizować jarmarki i spotykać się na kiermasach. Warmia wracała do życia.

Na dawnej ziemi jaćwieskiej najbardziej spustoszonymi został Ełk (wedle danych z 1800 mieszkańców przeżyło zaledwie 273) i Olecko (Margrabowa) (z 970 mieszkańców przeżyło 98). W Lecu (Giżycko) śmierć poniosło 800 mieszkańców. Jak już wspominałem wcześniej największe żniwo zaraza zebrała na obszarze Pruskiej Litwy, poniższe dane przedstawią zastraszającą skalę owego tragicznego wydarzenia:

Memel (Kłajpeda)

Liczba ofiar:

1707: 653 1710: 9,797 1711: 491

Tylża

Liczba ofiar: 1707: 808 1710: 17,266 1711: 241

Ragneta

Liczba ofiar: 1707: 1,509 1710: 24,251 1711: 271

Wystruć

Liczba ofiar: 1707: 3,253 1710: 44,000 1711: 380

W przeciągu kilku miesięcy zaraza dotarła do otoczonego kordonem Królewca w którym mimo szczelnej blokady przyczyniła się do śmierci 9,827 mieszkańców, de facto 1/4 populacji. Sytuacja nie wyglądała lepiej w Pomezanii, dla przykładu w Zalewie z całej populacji miasta uchowało się zaledwie 7 rodzin, w Prabutach zmarła połowa mieszkańców (933 osób), w Kwidzynie 40%. W pogezańskim Elblągu śmierć poniosło 2500 mieszkańców, co biorąc pod uwagę sąsiedni Gdańsk w którym zmarł co trzeci mieszkaniec było liczbą relatywnie niedużą, tym bardziej, iż miasto zamieszkiwało ponad 10.000 mieszkańców (co jest liczbą szacunkową, wg. spisu ludności z 1798 roku miasto zamieszkiwało 16.000 mieszkańców).  Przyczyną lepszej sytuacji Elbląga na tle innych pruskich miast jest wyjątkowo udana akcja prewencyjna o której można przeczytać więcej w tym oto artykule: http://www.tygiel.eu/teksty/janusz-charytoniuk-miasto-w-czasie-zarazy

Szczęśliwcy, którym udało się umknąć zarazie musieli stawić czoła chronicznemu brakowi pożywienia, stając się często ofiarami śmierci głodowej. Wedle podań w wielu miejscowościach nie było komu chować zmarłych. Nawet wilki rozzuchwalone brakiem zagrożenia i wygłodzone srogimi zimami zapuszczały się do ludzkich osad poszukując pożywienia. Szok wywołany zarazą i bezsilność mieszkańców Prus kierował ludzi ku zabobonom i przesądom, które w mniemaniu ludzi miały zatrzymać postęp plagi, tak Georg Andreas Helwig opisuje jeden ze sposobów odczyniania zarazy:

"...srodze szalała u nas zaraza, a w szczególności zdziesiątkowała wielką i ludną wieś Harsz, niektórzy uznali, że morowi można zaradzić odkopując trupa (ofiarę tejże zarazy), u którego widoczne były oznaki pożerania własnego ciała. I tak stało się. Niestety grabarze nie znaleźli nikogo, kto by się sam zjadał i w końcu po prostu rozszarpali czyjeś zwłoki. Uroczyście odrąbano głowę, a resztę ciała razem z żywym psem wrzucono do grobu. Dżuma niestety nie ustała..."

Skala powyższych praktyk nacechowanych zabobonną bojaźnią musiała być na tyle rozpowszechniona, iż 14 listopada 1709 roku powstał "Regulamin plagi" w którym to: 


(...) ostrzegano ludzi przed szarlatanami. Departament Zdrowia nie zalecał amuletów z silnie toksycznego arsenu do powieszenia na szyi, zamiast tego zalecał rtęć w wydrążonym orzechu do nacierania. Do takich dziwnych praktyk możnaby zaliczyć spożywanie proszku z cegieł kościelnych, po których pozostały dziury w murach kościołów np. w Rakowcu, Suszu, Gniewie czy w Nowem, ale to tylko jedna z hipotez powstania tych dziur, gdyż nie udało się odnaleźć żadnych zapisków na ten temat. Dla wzmocnienia organizmu zalecano spożywanie nie za mocnego piwa, masła, czarnego bzu, czosnku i cebuli. Rozpowszechniane co kilka dni nowe rozporządzenia czołowych lekarzy Prus były dokumentami bezradności. (http://kwidzynopedia.pl/index.php?title=Klęski_elementarne_-_epidemie)

Paul Furst "Doktor Schnabel von Rom"
Stałym widokiem w miastach były wozy pesttragerów - tragarzy zajmujących się zbieraniem zwłok po domostwach w których zgłoszono zgon. Pesttragerzy po odbiorze zwłok wywozili je we wcześniej wskazane i odizolowane od skupisk ludności miejsce celem ich pochowania. Miejsca owe znajdowały się prawie zawsze w pewnym oddaleniu od miasta (wyjątkiem jest tutaj Lec (Giżycko), w którym cmentarz dla zadżumionych znajdował się w centrum miasta) lub wsi i w późniejszych wiekach stanowiły często miejsce pochówku dla żołnierzy obcych armii (co było szczególnie spotykane podczas wojen napoleońskich). Rzadko kiedy miejsce masowego pochówku było oznaczone więcej niźli jednym krzyżem i z czasem pamięć po nich ulegała zatarciu tym samym po dziś dzień wiele ze wzgórz w pobliżu wsi w Prusach może być właśnie masowym grobem ofiar moru. 

Poza pesttragerami częstym widokiem byli pestarztowie - lekarze zwalczający zarazę, ubrani w szczelne, pokryte woskiem szaty i noszący groteskowe maski z długimi dziobami wypełnione sianem i wonnymi olejkami celem ochrony lekarza przed "morowym powietrzem". Wraz ze swymi czeladnikami odwiedzali domostwa chorych i na wszelkie możliwe sposoby (często iście szarlatańskie) podejmowali się leczenia chorych:

Leczenie w owych czasach polegało na upuszczaniu krwi, podawaniu na przemian środków napotnych i wymiotnych, zapobieganie zaś na paleniu w domach i na ulicach wonnych ziół, umieszczaniu ziół lub olejków w dziobach ptasich masek lekarskich strojów ochronnych podczas wizytowania pacjentów, wprowadzeniu kwarantanny, umieszczaniu chorych w izolatkach, okadzaniu przedmiotów, paleniu odzieży ochronnej. (https://pl.wikipedia.org/wiki/Miazmatyczna_teoria_chorób)

Wszystkie powyższe elementy tworzą zaiste zatrważający i apokaliptyczny kolaż. Nie dziwi więc to, iż ludzie żyjący w tamtych mrocznych czasach dopatrywali się w zaistniałej sytuacji ręki Boga i swoistej kary za grzechy.

Epilog

W 1711 roku nadszedł definitywny kres panowania moru w Prusach i do czasu epidemii cholery w latach 30-tych XIX wieku nie wybuchła już na pruskiej ziemi żadna większa pandemia. Jak pokazuje historia, Prusy wielokrotnie stawały na krawędzi kompletnego wyniszczenia, historia nie szczędziła tej ziemi i niejednokrotnie przemierzali ją czterej jeźdźcy apokalipsy pod wodzą Śmierci - wyniszczająca ludność Zaraza, niosąca pożogę Wojna i ściągnięty klęskami nieurodzaju Głód. Ta piękna, lecz surowa i wymagająca ziemia nawiedzana nieustannie przez wszelkiej maści klęski i katastrofy ukształtowała naród silny, dumny i bezgranicznie jej oddany, jest to ziemia nieustannie podnosząca się z popiołów. Nawet po ostatniej wielkiej tragedii jaką była Druga Wojna Światowa, nasza ziemia kolejny raz podniosła się ze zgliszczy i dzięki pracy naszych rodziców, a także i nas rozkwita na nowo. Naszym zadaniem jest zapewnić jej więź z przeszłością, z dawnymi pokoleniami mieszkańców, którzy są także naszymi przodkami ponieważ ich kości kryje ziemia na której żyjemy i na której pośród nich zostaniemy pochowani. To oni ją kształtowali przed nami, kochali ją tak jak i my ją kochamy i tym samym będąc ich spadkobiercami nie możemy o nich zapomnieć. Na sam koniec przytoczę niezwykle adekwatne słowa Maxa Toppena:


„(...) potwierdza się tu (…) spostrzeżenie, że po zmniejszeniu liczby ludności, spowodowanej przemijającymi tragediami, następuje zawsze przyrost urodzeń. I jeśli tylko środki do życia na to pozwolą, natura sama stara się wypełnić miejsce opróżnione przez zmarłych”.

Na zakończenie zamieszczam utwór - ścieżkę dźwiękową dla tych, starających się wyobrazić sobie lata panowania wielkiej zarazy w Prusach:


Źródła:

http://kwidzynopedia.pl/index.php?title=Klęski_elementarne_-_epidemie https://pl.wikipedia.org/wiki/Jerzy_Andrzej_Helwing
http://tilsit-ragnit.de/ragnit/ra_koenigskirch_pest1710.html
https://de.wikipedia.org/wiki/Große_Pest_(Preußen)
http://www.kreis-gumbinnen.de/index.php?option=com_content&view=article&id=69&Itemid=59
http://tilsit-ragnit.de/ragnit/ra_koenigskirch_pest1710.html
http://www.ggstanko.de/Geschichtliches/Hohenzollern/Dopppeladler/Hohenzollerna/hohenzollerna.html
http://www.tygiel.eu/teksty/janusz-charytoniuk-miasto-w-czasie-zarazy
http://www.piszkulturalnie.pl/z-historii-regionu/pisz/duma-na-ziemi-piskiej-w-xviiiw




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz